Po raz kolejny liturgia stawia nam przed oczyma ostatnią z tajemnic życia Jezusa wśród ludzi: Jego wniebowstąpienie. Wstąpił na niebiosa - powtarzamy w Składzie Apostolskim, wierząc tym samym w tę prawdę naszej wiary, że Chrystus po spełnieniu swego zadania na ziemi opuścił ją, by w domu Swego Ojca w niebie czekać na nas, aż zajmiemy przygotowane nam wieczne mieszkanie. Pamiątką tego doniosłego wydarzenia jest obchodzona w czterdzieści dni po Zmartwychwstaniu, Uroczystość Wniebowstąpienia Chrystusa. Przez czterdzieści dni zmartwychwstały Jezus przebywał wśród Apostołów na ziemi, utwierdzając ich w wierze, by mogli świadczyć o swym Mistrzu w całej Judei i w Samarii, aż po krańce ziemi. Zostawił swój wielki testament na wszystkie dni istnienia Kościoła. Chrystus wstąpił do nieba, a na ziemi została garstka wiernych uczniów i tych, którzy przyjęli Jego naukę. Wydawało się, że zostali sami, że Mistrz i Nauczyciel opuścił ich. Różne bywają rozstania. Na ogół przygotowane, przemyślane. Niekiedy nagłe, jakby zbyt wczesne; szczególnie wtedy, kiedy ktoś od nas przechodzi na drugą stronę życia. Są i rozstania w drodze. Takie zwyczajne, wpisujące się w przebieg wypadków, jakby wręcz naturalne; może nieco z zaskoczenia.
Jakim było owe rozstanie Apostołów z Jezusem? Na pewno zaskoczeniem. Przecież przyzwyczaił ich Jezus do swojej obecności. Najpierw przez trzy lata publicznej działalności, przerwane trzydniową tajemnicą Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Zbawiciela, a teraz czterdzieści dni spotkań ze Zmartwychwstałym. Kiedy jest się blisko kogoś, ma się go na wyciągnięcie ręki, jest on obecny wręcz zawsze, wtedy raczej nie myśli się o rozstaniu; tym bardziej takim, które miałoby być nagłym, niespodziewanym.
Jakim więc było to rozstanie? Dar łaski Ducha Świętego, który mieli niedługo otrzymać, rozwiał ich wątpliwości, niepewności i rozterki, jak to będzie dalej, czy wykonają i wypełnią zadanie, czy podołają nadchodzącym przeciwnościom? Wniebowstąpienie Jezusa zamyka czas Jego obecności w ludzkim ciele na ziemi. Nie śmierć jest odejściem Jezusa z tego świata, ale właśnie wniebowstąpienie.
Świadomi celu naszego życia, zauważamy, że żyjemy na tym świecie, ale nie jako jego stali mieszkańcy. Cokolwiek przychodzi nam czynić w ciągu ziemskiego życia, powinniśmy pamiętać, że tu na ziemi wszystko jest przemijające i niedoskonałe. Ten, kto zakłada rodzinę musi pamiętać, że pomimo jak najbardziej doskonałej miłości, nie będzie ona trwała tutaj na wieki. Wszyscy na tej ziemi jesteśmy śmiertelni. Gdy budujemy dom, upiększamy mieszkanie, kupujemy nowe ubiory, zawieramy kolejną przyjaźń, mamy świadomość, że jest to wszystko poddane prawu przemijalności.
Nasz prawdziwy dom jest w niebie. To dom naszego Ojca i nasz dom. Chrystus, nasz brat w człowieczeństwie, wyszedł z domu Ojca i tam powrócił. Wniebowstąpienie to triumfalny pochód Syna Bożego do Ojca w niebie, po skończonej misji na ziemi. To punkt kulminacyjny dzieła Mesjasza, lecz jest to także wydarzenie, które nadaje sens istnienia całej ludzkości i całemu wszechświatu. Chrystus od Boga wyszedł i do Boga wraca. Jest to droga nie tylko Chrystusa, jest to również odpowiedź na pytanie: gdzie i dokąd zmierzamy? Śmierć Chrystusa wysłużyła nam życie wieczne. Jego Zmartwychwstanie stało się gwarancją naszego zmartwychwstania, a Jego Wniebowstąpienie jest zapowiedzią naszego wniebowstąpienia.
autor Maria